“Urwany film” gliwiczanki


16 lipca w księgarniach pojawi się powieść gliwiczanki, Aleksandry Mader „Urwany film”. Już wkrótce na naszych stronach recenzja książki  (którą już na pierwszy rzut oka można określić jako “pisaną mocnym językiem”) i konkurs. Teraz, na zachętę, kilka słów od wydawcy:

„Urwany film” Aleksandry Mader jest opowieścią o życiu, historią, jakich wiele obok nas, choć bywa, że nie chcemy ich zauważyć. Bo inność jest trudna, jest niechciana, bo strach przed innym wypiera tolerancję i empatię i dlatego tak ważne jest przesłanie autorki: Sam dla siebie bądź ważny, a wrogość wypędzaj z uśmiechem na twarzy i wysoko podniesioną głową. Nigdy nie daj sobie wmówić, że jesteś gorszy, kaleki, ułomny. Tak przecież nie jest. Bądź sobą, nie udawaj, kochaj szczerze i całym sercem.

Fragmenty:

Zuzanna kończyła tego roku całe dwadzieścia lat. Mało? Styknie. Po prostu styknie. Nic więcej, nic mniej. Wystarczająco. Co się robi w urodziny? Jak to co? Wali się do ryja, do upadłego, aż ogląda się świat z pozycji podłogi. Inaczej się nie da. Trzeba się cieszyć z kolejnego fantastycznie spędzonego roku i każdego dnia bliższego deski grobowej. Takie życie. Trzeba się bawić.

Zuzia była kimś. Pojebanym, dryfującym kwiatkiem na popierdolonym spokojnym morzu. Dryfowała, ku lepszemu browarowi. Z życiem jest jak z piwem, zawsze ktoś postawi następne. Czasem trzeba na nie jedynie poczekać maksymalnie godzinę. Żyje się tak samo szybko, jak się pije, do dna. Do ostatniej kropli, pustej butelki, porannego kaca. Do dna! Wszystkiego najlepszego, dwudziestoletni popaprańcu. Możesz być z siebie dumna, nie osiągnęłaś dokładnie nic.

Wakacje, czas picia, bezkarnego ćpania i życia nadszedł… wolność… nadeszła.

– Pojedziemy gdzieś? – zapytała Zuzia.

– Gdzie, za co?

– Coś się pomyśli.

– Ale gdzie?

– Do Ustronia – zaproponowała.

– No okej – Nelka zgodziła się mimowolnie, nie sądząc, że wyjadą gdziekolwiek poza zadupie, na którym mieszkały.

Następnego dnia Bochenek zarezerwowała miejsca, wpłaciły zaliczkę i cieszyły się jak dzieci. Kilka tygodni później były już na miejscu, we dwie, ze skrzynką browarów, same na końcu świata. Tylko ze sobą, tak jak chciały, nie musiały się ukrywać. Nikt ich tam nie znał.

– To śpimy na jednym łóżku? – zapytała Zuzka, wchodząc do małego pokoju z dużym balkonem.

– Spoko. – Nelka jej ufała, nie widziała w tym problemu, nawet się cieszyła, że wreszcie będzie mogła się bezkarnie poprzytulać.

– To co, pijemy coś i idziemy w miasto? – Zuzka była nastawiona na ostre imprezy, to co dostała w zamian, przerosło jej oczekiwania. Nelki zresztą też.

Weszły do lokalu i zamarły, był to turnus rehabilitacyjny dla osób starszych. Dziadki bawiły się jak nastolatki, pili, nawet jeśli chodzili o kulach, tańczyli.

– Ja pierdolę!

– Ja też, o kurwa!

– Co teraz? – zapytała Nelka.

– Jak to co? Idę po piwo i coś mocniejszego i będziemy się bawić.

Kupiła piwo i kielonka. Siedziały i śmiały się same do siebie z miejsca, w którym się znalazły. Podeszła d nich starsza, około sześćdziesiątki, zadbana kobieta.

– Cześć dziewczyny, ja jestem babcia Jadzia, chodźcie potańczyć, miła muzyka, dziewczynki tańczą,  chłopcy robią kółeczko.

– Za chwilę, tylko się napijemy – zdecydowała Zuzia.

Wypiły to, co miały i jeszcze więcej, wyszły na parkiet i bawiły się lepiej niż na najbardziej wyszukanej dyskotece. Nie przejmowały się niczym, w końcu nikt ich tutaj nie znał. Nie pamiętały, jak wróciły do pensjonatu. Od tej pory chodziły tam co wieczór, były gwiazdami miejscowości uzdrowiskowej. Jak zawsze, przecież były razem, to nic nie mogło stanąć im na przeszkodzie. Bawiły się jak dzieci, śmiały się, rano piły piwo, szły zwiedzać, jadły przygotowaną przez Nelkę kiełbasę smażoną z cebulą na patelni. Wieczorami pijane przytulały się do siebie, były w końcu same, robiły to, co chciały, bez fałszywych spojrzeń, nieżyczliwych ludzi i homofobów. Właśnie w tym miejscu Kornelia stwierdziła, że skoro ma być biseksualna albo w końcu lesbijką, to jest gotowa to zrobić. Czuła, że Zuzia będzie tą, która zawsze będzie ją wspierać. Zuzia poczuła, że potrafi kochać dziewczynę, nawet bardziej niż niejednego faceta. Jej zdaniem z chłopami nie można się przyjaźnić. Zakochała się, pierwszy raz inaczej, w dziewczynie, zaakceptowała ten fakt już dawno, wiedziała, że Zuzia nie jest zwykłą koleżanką, że jest jej dziewczyną. Wiedziała, że kocha i że jest kochana.

© Aleksandra Mader 2013

Aleksandra Mader – kulturoznawca. Mieszka w Gliwicach. W 2011 roku zadebiutowała „Bajką o Dubaju”.

Zostaw komentarz

"));